Ladowanie zdjec

Psycholog radzi seniorom

2017-03-21 14:23

Nikt o nas nie zadba lepiej niż my sami. Powinniśmy sami pamiętać o tym jak ważne jest przestrzeganie zaleceń i systematyczne zażywanie leków.

To nasze zdrowie, nasze życie i to my odpowiadamy za nie. - Spróbujmy być samodzielni w zdrowym starzeniu się – radzi psycholog i psychoterapeuta Małgorzata Makoś- Wiśniewska.

Zachęcamy do lektury!

 

Lekarze nie lubią starszych pacjentów?

To nie jest wcale takie jednoznaczne.

Słyszałam od seniora: nie lubią nas, bo ględzimy, narzekamy, zdrowieć i tak już raczej nie będziemy, dlatego lekarze lekceważą nas i ignorują nasze problemy, zbywają. To mit czy jest w tych słowach trochę prawdy?

W każdym stereotypie jest cząstka prawdy. Ale proponuję nie wrzucać wszystkich problemów do jednego worka, powstają uogólnienia i pewne uproszczenia.

Słyszałam też od lekarza: pacjenci w wieku starszym są uparci, niezdyscyplinowani, nie zgłaszają swoich wątpliwości podczas wizyty, tymczasem podejmują samowolną decyzję o zaprzestaniu czy modyfikacji leczenia. Coś szwankuje we współpracy pomiędzy lekarzem a starszym pacjentem, prawda?

Niestety tak, ale jestem przekonana, że dobra współpraca zależy od indywidualnej postawy lekarza, a nie lekarza w ogóle. I vice versa. Mam pewną hipotezę dlaczego czasem jest tak, że seniorzy czują się lekceważeni i zbywani przez lekarzy, skarżą się na brak godności w rozmowie, brak uwzględnienia ich wieku. W naszym przekonaniu człowiek stary to człowiek chory i wobec tego musi wiedzieć, zrozumieć i przyjąć, że tak po prostu już jest, że np. stawy będą bolały, ciśnienie może się rozregulować w każdej chwili itd. Starość przynosi choroby i wymagamy od seniora szybkiego zrozumienia tej sytuacji, że nie jest już w pełni sprawny, nie w pełni samodzielny. Tymczasem przyzwyczajenie się do nowego stanu zdrowia np. po zawale, udarze u seniora odbywa się tak samo jak u każdego z nas, a nie szybciej – jak by się nam wydawało i chciało. Stąd też wywodzi się i zdenerwowanie zarówno lekarzy, ale i rodzin seniorów: czego właściwie ten człowiek chce, przecież ma już swój wiek , a to jest choroba przewlekła i już nigdy nie będzie tak zdrowy. To rodzi frustracje obydwu stron.

Jak rozładowywać emocje?

Ważną rolę odgrywa w tej sytuacji rodzina, najbliższe otoczenie seniora. Nazywajmy emocje i przeżycia starszego człowieka. Mówmy mu, że może się czuć źle, że ma prawo do narzekań, że jest o wiele trudniej niż kiedyś, że przyzwyczajenie do schorzeń wymaga czasu. Boksowanie z nieuchronnym nie ma sensu, tracimy czas i energię, tylko denerwujemy się i nie pomagamy sobie nawzajem. Tak naprawdę nie ma uniwersalnych metod jak nauczyć się żyć z bólem, schorzeniem itd. Na wszystko jest potrzebny czas. Nie przyspieszajmy i nie spierajmy się. Odradzam takich dyskusji: „Babciu, dziadku już masz 80 lat i chcesz biegać. Zapomnij o tym, nie wygłupiaj się, co ci się stało, przestań z tymi głupotami!”

Czasem trzeba postawić sprawę ostro, czyżby nie?

No tak babcia chce biegać, chce ugotować obiad córce, niańczyć przez cały dzień wnuka, pędzić po sklepach, sprzątać. To naturalne, zdrowe i ludzkie. Starsi ludzie muszą mieć takie nadzieje nawet wtedy, gdy jest to niemożliwe. Potrzeba bycia zaangażowanym w najdrobniejsze nawet czynności dodaje sensu życia. W momencie, gdy z tym się pogodzimy, a nie będziemy co chwilę bagatelizować skarg, dyskredytować czy złościć się na „zachcianki” osoby starszej, jest szansa, że dojdziemy do jakiegoś kompromisu. Senior po jakimś czasie odreaguje, a  ten proces zaadaptowania się do choroby, bólu przyjdzie.  Sama często obserwuję takie sytuacje w szpitalu.

Czyli można pogodzić się z bólem?

Czasem nie jesteśmy w stanie pogodzić się z bólem, ale można nauczyć się z nim żyć. Nie raz seniorzy opowiadają – o chorobach, trudach, bolączkach, niedołężności, skarżą się, ale za chwilę podkreślają, że „no cóż trzeba jakoś z  tym żyć, przyzwyczaić się do tego” i właściwie w tym momencie stawiają kropkę.

I wtedy pojawia się inny problem. Moja mama pogodziła się z bólem kolan, uczy się z nim żyć właściwie bez zdiagnozowania, konsultacji lekarskiej. Nie widzi takiej potrzeby, bo twierdzi, że to starość i już będzie tylko gorzej. Błędne koło! Mam szansę wysłać mamę na leczenie?

To częste i powszechne zjawisko. Zdarza się, że do szpitala trafiają osoby w bardzo ciężkim stanie. Często to już naprawdę skrajna sytuacja, osoba taka właściwie nosem ziemi dotyka.

Dlaczego tak się dzieje?

Starsze osoby mają przekonanie, że dopóki są w stanie sami sobie radzić, to nie chcą iść do szpitala, bo w szpitalu jest źle, stamtąd już się nie wychodzi, tam umierają. Nie chcą i kropka! Procentuje myśl, że nie uda się znaleźć pomocy w szpitalu. Seniorzy bywają przekonani, że szpitale mogą pogłębić ich problemy i wtedy będą jeszcze bardziej uzależnieni od tabletek, badań, wizyt kontrolnych. Wtedy czas rozpocząć rzeczową dyskusję z tymi błędnymi przekonaniami. I drugi powód, który może doprowadzić do takiej sytuacji: seniorzy są przekonani, że mają wpływ na swoje zdrowie i są autonomiczni tylko wtedy gdy sami zarządzają swoim życiem. Wymagają od siebie samodyscypliny bez tabletek i lekarzy .

W efekcie – jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia- połowa pacjentów nie przestrzega zaleceń lekarza.  

Potwierdzam te dane, bo i z mojego doświadczenia również wynika, że dokładnie połowa pacjentów- seniorów  zażywa leki systematycznie, precyzyjnie wykonuje polecenia lekarzy – jak w zegarku. Wiedzą, że o godz.8 obowiązkowa jest jedna tabletka,  po śniadaniu – kolejna itd. Myślą : ”to moje życie, ja wiem, że muszę pamiętać o lekach, tabletki to moi przyjaciele”. Druga połowa pacjentów ma zupełnie inne myślenie.

 Jakie?

„A i tak dobrze się czuję, po co mam brać leki”. Lekarz mógłby stanąć na głowie, ale nie będzie efektu leczenia, jeśli druga strona nie będzie przestrzegać zaleceń.

Jak Pani ocenia, dlaczego tak się dzieje?

Jest kilka powodów. Pierwszy to przekonanie seniorów o tym, że leki to chemia, która szkodzi. A zwłaszcza na wątrobę. Olbrzymi mit, który trzeba obalać. Mówimy o tym choćby i sto razy, ale jakimś cudem mit i tak pozostaje wiecznie żywy. Szkodliwość na wątrobę nie jest tak duża, żeby odstawiać leki, rezygnować z nich lub zmniejszać samodzielnie dawkę. Regularne stosowanie leków oznacza większą skuteczność leczenia choroby i wcale jej nie pogłębia: pamiętajmy o tym i mówmy swoim krewnym.

Co jeszcze kieruje pacjentami, że decydują się nie słuchać lekarza?

Starsi mają mnóstwo doradców: Dr Google, pani ze sklepu, a jeszcze lepsza sąsiadka Krysia. Wymieniają się doświadczeniami i po tym jak pani Jadzia opowiada, że po tym samym leku, co ma przypisany pani Krysia, nie mogła wstać z łóżka przez kilka dni, albo że bolała ją strasznie głowa, Krysia odstawia leki ze strachu. Bardziej wierzy sąsiadce niż lekarzowi. A przecież musimy pamiętać, że każdy organizm reaguje indywidualnie na leki.

Współpraca może szwankować też z powodu lekarza.

Oczywiście tak. Najczęściej nie obdarzamy lekarza zaufaniem wtedy, gdy mówi niezrozumiałym dla nas żargonem, nie wyjaśnia dokładnie istotnych informacji dotyczących choroby i leków. Nie ma czasu, na szybko wypisuje recepty i zaprasza kolejnego pacjenta z kolejki . Pacjent nie wierzy, że lekarz chce mu pomóc i postanawia działać na własną rękę.

Samoleczenie nie jest najlepszym rozwiązaniem, prawda?

W żadnym wypadku! Przykładem jest moc reklam promujących tabletki na wszystko. Tymczasem nie kupujmy na potęgę suplementów! Często tworzą zagrożenie, i wcale nie niosą nam pomocy ani ulgi. Mówiąc o nieprzestrzeganiu zaleceń warto też wspomnieć o osobach cierpiących na demencję, które o lekach mogą zapominać bądź mylić. Demencja, zwana także otępieniem, jest przewlekłą postępującą chorobą mózgu. Charakteryzuje się spadkiem wszystkich wyższych funkcji poznawczych, takich jak pamięć, myślenie, osąd, orientacja, rozumienie, przetwarzanie danych, zdolność do uczenia się i wyrażania siebie.

Jakieś wskazówki dla rodzin chorych na demencję?

Przede wszystkim patrzeć na ręce takiej osobie. Chciałabym jednak podkreślić, że dla dobra seniora i w tej sytuacji musimy mu zostawić dużo autonomii. To kluczowa sprawa w postępowaniu ze starszą osobą. Próbujmy ingerować w życie osoby starszej tylko w tych obszarach gdzie jest to niezbędne. Podbieranie jej spraw, które mogłaby sama załatwić, traktowanie jak dziecka nie jest wskazane. Jeśli jest konieczność ingerowania w np. w farmakoterapię, to pozwólmy przynajmniej naszej starszej mamie czy tacie żyć zgodnie  z pozostałymi swoimi rytuałami, które były ważne dla niej.

Jakiś konkretny przykład?

Jeśli senior np. przez długi czas nie je, nie wywierajmy presji by to robił na siłę, a szukajmy argumentów , które będą w stanie go przekonać przy zachowaniu wolności decydowania o własnym losie. Spróbujmy mu powiedzieć, że, owszem, musi i może posprzątać, gotować, plewić ogródek ale zanim to zacznie robić warto coś zjeść, przynajmniej trochę, by mieć energię i siłę do tego.

Nie chce senior oddać w nasze ręce kontroli nad zażywaniem leków? W porządku. Tylko, gdy zauważymy, że w południe zapomniał o kolejnej dawce tabletki, to zwróćmy uwagę: „tato, nie zażyłeś pigułki, to jest ważne, byś nie opuszczał dawek”. Sprawdzają się w tych sytuacjach specjalne pudełeczka, w których możemy posegregować wszystkie leki na siedem dni w tygodniu, i wszystkie pory dnia. Wkładajmy leki tak, by starszy krewny to obserwował.

Jakich argumentów powinniśmy używać, by przekonać seniorów do przestrzegania zaleceń?

Przypominam sobie taką panią, która trafiła do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Jej sytuacja zdrowotna była dramatyczna. I przyznała się do tego, że sama jest sobie winna . Opiekowała się wnuczką, córka pracowała. I pani uznała, ż e nie może pozwolić sobie w tej chwili na leczenie się w szpitalu, bo jest niezbędna w sprawowaniu opieki.   Rozmawiałyśmy dużo o tym i sama podzieliła się taką refleksją: „co z tego, że sama będę zwlekać z leczeniem skoro tak źle się to kończy. Wylądowanie w szpitalu wyłączyło mnie z opieki i pomocy córce na dużo dłuższy czas aniżeli miałoby to miejsce gdybym wcześniej interweniowała”.  Dbać o siebie trzeba w sposób regularny, wtedy będziemy mniejszym ciężarem dla rodziny i jest szansa, że zostaniemy nawet wsparciem dla niej. Moje zdrowie, mój organizm, moje leczenie to moja odpowiedzialność. Krewni dzięki temu będą mieli mniej trosk i zmartwień o mnie ,a ja będę bardziej samodzielny.

Chyba nie wszyscy tak myślą?

Każdy z nas jest inny. Są pacjenci, których udaje się przekonać porządnymi argumentami, po czym zmieniają swoje zachowanie i zaczynają dostosowywać do rad lekarskich.

Z uparciuchami zaś mamy olbrzymi problem, mimo tłumaczeń i tak robią swoje, nie znoszą sprzeciwu, a my nie jesteśmy w stanie wpłynąć na ich decyzje.

Co robić?

Nie odpuszczajmy mówienia, ale jednocześnie zostawmy dużo autonomii seniorowi. Możesz robić co chcesz, ale musisz wiedzieć jakie są konsekwencje twojego zachowania dla ciebie samego i dla rodziny!



 

CMS by Quick.Cms